Systemy nie zabijają kreatywności.

Dają jej bezpieczne ramy i przestrzeń do rozwoju.

Od chaosu do systemu

Dziś tworzę rozwiązania uniwersalne, powtarzalne i możliwe do przekazania innym. Takie, które porządkują pracę nauczyciela, ułatwiają wdrażanie nowych osób i pozwalają skupić się na uczniach, zamiast na nieustannym przygotowywaniu kolejnych pomocy.

Zaczynałam od ogromnego zapału, setek pomysłów i przekonania, że dobra lekcja wymaga ciągle nowych materiałów, gier, gadżetów i atrakcji.

Nie zaczynałam od prostoty.

Pomiędzy jednym a drugim sposobem myślenia była jednak długa droga.

Potrzebna, choć momentami bardzo kosztowna - pod względem pieniędzy, czasu, energii i przeciążenia.

Jeszcze nie wiedziałam, że mam ADHD

Początek

Patrzyłam na przedmiot i od razu widziałam kilka możliwości wykorzystania go podczas zajęć.

Wiedziałam za to, że każda gra, zabawka, zręcznościowy gadżet

czy nawet akcesorium kuchenne może stać się pomocą dydaktyczną. Inspirowały mnie sklepy z zabawkami, IKEA, Pepco, KIK, sklepy

z wyposażeniem domu i second-handy.

Kupowałam więc kolejne rzeczy. Zazwyczaj niedrogie, często znalezione na wyprzedaży albo kupione w bardzo dobrej cenie. Wydawało mi się,

że postępuję oszczędnie. Nie kupowałam przecież jednej drogiej pomocy. Kupowałam całe mnóstwo tanich. Dopiero znacznie później zobaczyłam, że suma tych wszystkich „okazji” może być naprawdę wysoka.

Kiedy wspólnie z mężem otworzyliśmy szkołę językową, od początku mieliśmy dość naturalny podział ról. On zajmował się sprawami organizacyjnymi, budżetowymi i wszystkim, co można określić jako twardą stronę prowadzenia firmy. Ja byłam sercem metodycznym szkoły - pasjonatką, osobą pełną energii i pomysłów, która potrafiła znaleźć zastosowanie językowe dla niemal każdego przedmiotu.

Co z oczu, to z serca

Nowy pomysł dawał energię. Na chwilę

Jednocześnie poświęcałam temu coraz więcej czasu.

Półki stopniowo się zapełniały, a ja coraz słabiej orientowałam się, co właściwie już mamy. Nie byłam też w stanie spisać wszystkich sposobów wykorzystania poszczególnych przedmiotów. Zanim zdążyłam opisać jeden pomysł, w głowie pojawiało się kilka następnych.

Przeszukiwałam sklepy, planowałam aktywności, przygotowywałam dodatkowe materiały, drukowałam karty pracy, prompty wizualne i karty słowne. Potem laminowałam i wycinałam. Robiłam to z ogromnym entuzjazmem. Tyle że ten entuzjazm w coraz większym stopniu zajmował czas, który powinien służyć odpoczynkowi i regeneracji.

Problem polegał na tym, że bardzo często po kilku użyciach pojawiał się kolejny pomysł, a wcześniejszy gadżet trafiał na półkę. Potem coraz dalej. Za innymi rzeczami. Po pewnym czasie przestawałam o nim pamiętać.

Każdy nowy przedmiot uruchamiał moją kreatywność. Wymyślałam aktywności, testowałam je z uczniami i czułam ogromną satysfakcję, kiedy dzieci reagowały entuzjastycznie.

Zakładałam, że inni mają podobnie. Nie mieli.

To, co działało dla mnie, nie było dla innych

Z perspektywy czasu widzę, że moi lektorzy nie zawsze potrzebowali kolejnego pomysłu. Często potrzebowali spokoju, czytelnego punktu odniesienia i czasu, aby naprawdę opanować to, co już dostali.

Szczególnie osoby, które dopiero rozpoczynały pracę z dziećmi, potrzebowały jasnych instrukcji, przykładów i sprawdzonych sposobów działania. Zaczęłam więc przekazywać kolejne pomysły: do jednego gadżetu, drugiego, trzeciego. Wyjaśniałam różne warianty, drukowałam dodatkowe elementy, przygotowywałam materiały wspierające.

Ja natomiast nadal dokładałam. Więcej przedmiotów. Więcej instrukcji. Więcej możliwości. Więcej czasu poświęcanego na tłumaczenie
wszystkiego od początku każdej nowej osobie. To, co świetnie działało

w mojej głowie, nie było jeszcze przekazywalnym sposobem pracy.
Było zbiorem setek pomysłów zależnych od jednej osoby.

Kursantów szybko przybywało, dlatego zaczęliśmy współpracować

z kolejnymi lektorami. Wtedy po raz pierwszy naprawdę zobaczyłam różnicę pomiędzy własną intuicją a rozwiązaniem, które można łatwo przekazać innym. Dla mnie zastosowanie nowego gadżetu było oczywiste. Patrzyłam na niego i niemal natychmiast widziałam kilka wariantów aktywności.

Przyszedł czas na gruntowne porządki

Remanent, który zmienił moje myślenie

Nie kupowałam drogich rzeczy, więc wydawało mi się, że oszczędzam.

Dopiero wtedy zobaczyłam pełną skalę tego, co przez kilka lat zgromadziłam.Przeraziła mnie ilość plastiku. Liczba przedmiotów,

o których całkowicie zapomniałam. Stosy drukowanych materiałów, kart obrazkowych i elementów pozbawionych spójności graficznej, które trudno było uporządkować w sposób czytelny dla całego zespołu.

W rzeczywistości tysiące złotych zostały rozproszone w setkach drobnych zakupów, z których wiele wykorzystałam tylko raz albo kilka razy. Albo

w ogóle. To był w znacznej części przepalony budżet. Przyznanie tego przed samą sobą było trudne. Czułam złość, wstyd i ogromną frustrację. Jednocześnie wiedziałam, że nie chcę dalej działać w ten sposób. Obiecałam sobie, że zacznę podchodzić do wyposażenia dydaktycznego szkoły znacznie bardziej świadomie.

Po dwóch lub trzech latach prowadzenia szkoły zespół był już kilkuosobowy, a w pokoju lektorskim i szkolnym magazynku zaczynało brakować miejsca. Co chwilę ktoś czegoś szukał. Niektóre pomoce były uszkodzone. W innych wylały się baterie. Część wartościowych gier i gadżetów zniknęła z rynku, więc nie dało się ich już dokupić ani uzupełnić.

Setki „przydasiów” i bardzo trudne podsumowanie...

Zaczęłam szukać rozwiązań powtarzalnych

Od nadmiaru do uniwersalności

Nowy lektor nie powinien potrzebować wielu godzin objaśnień, aby rozpocząć korzystanie z pomocy. Uczeń powinien szybko rozumieć mechanikę, a przy kolejnym zastosowaniu nie potrzebować ponownego tłumaczenia wszystkiego od początku.

Nazwanych. Intuicyjnych.

Takich, które tworzą ramy, ale nie ograniczają możliwości nauczyciela.

Im mniej chciałam gromadzić, tym bardziej zaczęłam dostrzegać wartość rozwiązań uniwersalnych. Takich, które mogą służyć:
różnym lektorom, różnym grupom wiekowym, na kilku poziomach zaawansowania, z różnymi podręcznikami, do słownictwa, gramatyki i komunikacji, podczas pracy z całą grupą, w podgrupach i parach,
na wielu etapach procesu uczenia.

Nie na jedną lekcję. Nie na chwilę.

Zaczęłam myśleć o czytelnej planszy

Skąd się wzięły EduMATY?

Takiej, na której wszystkie elementy danego obszaru tematycznego znajdowałyby się w jednym miejscu. Takiej, którą można łatwo wyjąć, rozłożyć i wykorzystać z całą grupą. Trwałej. Widocznej dla wszystkich. Dającej możliwość pracy ruchem i angażowania motoryki dużej.

Z czasem powstały także mniejsze warianty do pracy w podgrupach

i parach oraz zestawy oddzielnych elementów pozwalające spokojnie wprowadzać materiał, wybierać jego część, losować, układać i rozwijać
kolejne aktywności. Różne formaty nie powstały po to, aby zwiększać liczbę produktów w sklepie. Powstały po to, aby wspierać kolejne etapy jednego procesu nauczania.

Jedna plansza zamiast wielu rozproszonych kart. Dzisiaj myślę, że pomysł na tematyczne EduMATY w formie plansz narodził się właśnie podczas porządkowania setek kart obrazkowych. Miałam materiały pochodzące z różnych źródeł, wykonane w różnych stylach i rozmiarach. Jedne były zalaminowane, inne nie. Części brakowało. Nie zawsze było wiadomo, do którego zestawu należą.

Tak rozpoczął się proces tworzenia KODOGRAMY

Skąd się wzięło kodowanie kolorami?

Z czasem rozszerzyłam kodowanie kolorami także na słownictwo, kategorie i inne elementy języka. Tak powstała KODOMATYKA - koncepcja, w której informacja może zostać zakodowana kolorem niezależnie od wieku uczniów, poziomu zaawansowania i wykorzystywanego materiału. Kolor przestał być dodatkiem wizualnym.

Koncepcja, w której konkretny kolor został przypisany do konkretnego typu zdania. Kolory naszych klocków, piłek, elementów gier i gadżetów stały się kotwicami pamięciowymi. Pomagały porządkować typy zdań, wspierały ich rozpoznawanie, drillowanie i stopniową automatyzację. Szybko przeniosłam je na EduMATY. Nie chciałam być zależna od dostępności tych produktów w sklepach i tracić czasu na ich szukanie.

Podczas porządkowania materiałów, gier zręcznościowych i gadżetów wszelakich będących w moim posiadaniu zauważyłam, że w większości z nich powtarzają się te same kolory. Zaczęłam zastanawiać się, czy zamiast wykorzystywać kolor przypadkowo, można nadać mu konkretne znaczenie.

Kolory, które stały się dla mnie inspiracją.

Ruch sam w sobie nie jest wartością metodyczną

Ruch, który nie dokłada chaosu

Ruch może wspierać naukę, ale może również zwiększać chaos, przebodźcowanie i trudności z ponownym skupieniem uwagi.

W niektórych grupach potrzebujemy ruchu dynamicznego.

W innych - ruchu uziemionego, który aktywizuje, ale jednocześnie pomaga zachować poczucie organizacji i bezpieczeństwa. Dla mnie mądra aktywność ruchowa to taka, która zwiększa zaangażowanie, nie odrywając uczniów i lektora od realizacji założonych celów dydaktycznych.

Dlatego w moim sposobie pracy ruch jest sterowany i podporządkowany konkretnemu celowi. Może oznaczać przemieszczanie się po sali, przechodzenie pomiędzy polami EduMATy albo przyjmowanie określonej pozycji przy macie będącej elementem zestawu. Może jednak równie dobrze ograniczać się do ruchu dłoni, manipulowania elementem, gestu, utrzymania statycznej pozycji lub szybkiego podejmowania decyzji w trakcie gry planszowej.

Dynamika to nie bieganie po sali. Od początku zależało mi na angażowaniu ciała w proces uczenia. Pierwsze EduMATy były dużymi planszami podłogowymi właśnie dlatego, że chciałam wykorzystywać motorykę dużą i tworzyć czytelny bodziec wizualny dla całej grupy.

Z czasem coraz mocniej widziałam jednak, że...

Diagnoza ADHD nie stała się dla mnie wymówką

Diagnoza ADHD i nowe spojrzenie na siebie

System chroni kreatywność przed rozproszeniem.

Daje jej ramy, w których pomysł może zostać dopracowany, nazwany, sprawdzony i przekazany dalej.

Stała się instrukcją obsługi. Zaczęłam świadomie pracować ze strategiami, które pomagają mi ograniczać nadmiar, podejmować decyzje, kończyć rozpoczęte działania i tworzyć systemy dające punkt odniesienia również w trudniejszych okresach. Zrozumiałam, że system nie jest przeciwieństwem kreatywności.

Widziałam swoją kreatywność, energię, intensywność i ogromną potrzebę rozwoju. Znacznie trudniej było mi dostrzec, że za tym samym mechanizmem stoją również impulsywne zakupy, nadmiar rozpoczętych pomysłów, trudność w domykaniu projektów, działanie na bardzo wysokich obrotach i zaniedbywanie odpoczynku. Dopiero kiedy zaczęłam odczuwać symptomy wypalenia zawodowego i coraz większe przeciążenie chaosem, rozpoczęłam drogę do lepszego poznania siebie.

Przez wiele lat nie wiedziałam, że mam ADHD.

W edukacji system:

Dlaczego systemy dają spokój?

porządkuje sposób prowadzenia zajęć, tworzy jasne standardy,
ułatwia wdrażanie nowych lektorów, pozwala przekazywać wiedzę bez uzależniania jej od jednej osoby, daje uczniom przewidywalność i poczucie bezpieczeństwa, ogranicza liczbę niepotrzebnych instrukcji,
pozwala wykorzystywać te same rozwiązania z różnymi materiałami,
ułatwia zachowanie jakości również w trudniejszych momentach,
pozostawia przestrzeń na kreatywność w określonych, czytelnych ramach.

System nie oznacza, że każda lekcja wygląda tak samo.

Oznacza, że nauczyciel ma punkt odniesienia i może świadomie decydować, kiedy trzymać się sprawdzonej mechaniki, a kiedy ją twórczo rozwijać. Dla mnie taki spokój i porządek są warte każdych pieniędzy.

Kiedyś słowo „system” kojarzyło mi się z ograniczeniem spontaniczności. Dzisiaj wiem, że dobrze zaprojektowany system daje przestrzeń i pewność siebie. Pomaga wrócić do sprawdzonego sposobu działania wtedy, kiedy brakuje energii, czasu albo świeżych pomysłów. Ułatwia podejmowanie decyzji. Chroni przed ciągłym rozpoczynaniem wszystkiego od nowa.

Warto inwestować w pomoce dydaktyczne

Co moja droga może dać innym?

Nie chodzi o to, aby przestać być kreatywnym. Chodzi o to, aby przestać płacić za kreatywność własnym czasem, zmęczeniem i chaosem. I finalnie skupić swoją energię na tym, by prowadzić dobre zajęcia.

„Ile razy naprawdę z tego skorzystam?”
„Czy wykorzysta to również inna osoba?”
„Czy ta pomoc będzie wspierała cel edukacyjny?”
„Czy można rozwijać jej zastosowanie?”
„Czy ograniczy przygotowania, czy dołoży kolejne obowiązki?”
„Czy jest częścią systemu, czy kolejnym przedmiotem do przechowywania?”

Trzeba jednak wybierać je mądrze, długofalowo i systemowo.
Warto pytać nie tylko: „Czy uczniom się to spodoba?” ale także:

Nauczycielek, które mają mnóstwo pomysłów, kupują kolejne pomoce, drukują materiały, zapisują inspiracje, rozpoczynają następne projekty i jednocześnie coraz częściej czują przytłoczenie. Nie wszystkie mają ADHD. Wiele z nich funkcjonuje po prostu w kulturze edukacyjnego nadmiaru, w której łatwo uwierzyć, że dobra lekcja musi być za każdym razem nowa, zaskakująca i pełna kolejnych atrakcji. Nie musi.

Dzisiaj wiem, że osób podobnych do mnie jest bardzo wiele.

Zaczęłam projektować systemy

Z praktyki. Dla praktyki.

Takie, które pomagają uczyć skuteczniej, wdrażać innych, oszczędzać czas i zachować jakość także wtedy, kiedy brakuje energii na wymyślanie wszystkiego od nowa. Moje rozwiązania nie powstały dlatego, że od początku wszystko robiłam idealnie.

Powstały dlatego, że nauczyłam się uważnie patrzeć na to, co nie działa, wyciągać wnioski i zamieniać je w coś, co może służyć również innym.

Jeżeli jesteś na etapie, na którym potrzebujesz mniej chaosu, a więcej prostych, nazwanych i możliwych do wdrożenia rozwiązań, być może moja droga okaże się przydatna także dla Ciebie.

Dzisiaj patrzę na swoją drogę z wdzięcznością.
Nadmiar, popełnione błędy, nietrafione zakupy, frustracja i przeciążenie zmusiły mnie do zadawania pytań, których wcześniej nie zadawałam. Dzięki nim przestałam tworzyć wyłącznie ciekawe aktywności na tu i teraz.

Poznaj szkolenia i konsultacje >

Napisz do mnie >

Moje konto

RODZAJE EduMAT

Masz pytanie lub nie wiesz, które rozwiązanie najlepiej odpowiada Twoim potrzebom? Napisz do mnie.

EduMATY - autorskie koncepcje metodyczne i wsparcie dla tych, którzy chcą uczyć skutecznie, świadomie i bez niepotrzebnego chaosu.

Copyright 2026. EDU MATY. Wszelkie prawa zastrzeżone. | designed by KK MARKETING&DESIGN

POROZMAWIAJMY

ODKRYWAJ

Napisz do mnie >